Przez trudy do gwiazd

  • 07.02.2020, 08:29
Przez trudy do gwiazd
„Przez trudy do gwiazd” – lecz – „Czy trzeba utracić wszystko, aby wiedzieć, jakie skarby się posiadało?”

Tak mógłbym rozpocząć streszczenie wydarzeń z mojego nieskończonego życia.

Wierzę, że od dnia narodzin aż do końca naszej egzystencji w tej doczesności – nasze życie nie jest bezcelowe i nie ma na celu tylko „zaludnianie ziemi” – ma inny swój cel, znaczenie, wartość samą w sobie. I choć podlegamy żywiołom, to nie jesteśmy pozostawieni na ich pastwę.

Od zawsze, gdzieś we mnie kołatały się tytułowe sentencje. Z różnym nasileniem na różnych etapach życia. Dziś patrzę na to z perspektywy lat, trudów i doświadczeń życia. Odkrywam wciąż na nowo siebie w poszukiwaniu nieskażonego dobra, nieskończonej Miłości. Nie zawsze było swobodnie – przeszedłem różne miejsca począwszy od domu dziecka, adopcję, poprawczak, więzienia, alkoholizm, rozbicie rodziny aż doszedłem do … jedynego Dobra, właściwej Miłości, absolutu Prawdy. Okazało się, że Prawdą jest Jezus a wszystko inne to tylko komentarze. Poznanie (osobista relacja) z Jezusem Chrystusem wyzwala.

Wychowałem się w tradycyjnie religijnej rodzinie, lecz będąc ministrantem natknąłem się na Pismo Święte, jednakże jego treść wtedy nie przyniosła mi uwolnienia – bardziej to ja wykorzystałem to po swojemu. Miraż pomiędzy religią, ludźmi a biblią uznałem za wystarczający powód, aby „po swojemu żyć” i nie chcąc wiedzieć o tym staczać się.

Gdy już doszedłem do dna, z którego już niema, gdzie spaść – dno własnego zapitego, bezradnego JA. Gdzie odnalazła mnie moja świadomość, że wszystko wymknęło się z pod mojej kontroli – nie mogłem nad niczym zapanować a już wogóle nad sobą. Zrujnowane wszystko dookoła mnie… Przypomniałem sobie, to było jak „rzut na taśmę” – Boże, jeżeli jesteś to pomóż mi!

Nie było cudownego wydarzenia, nie było fanfarów, nikt nie bił brawa, ale jak mówi biblia całe niebo radowało się. Bóg pomógł, nie zawiódł! Jego nieskończona Miłość sprawiła, że wyszedłem z alkoholizmu, moja żona wraz córką powróciła do mnie i spróbowała zaufać ponownie.

Gdzieś w między czasie pojawili się ludzie, którzy wskazali na Jezusa „sprawcę i dokończyciela naszej wiary”. Pozwalając sobie na zaufanie do Niego doświadczyłem Łaski przebaczenia za wszystkie zło, które popełniłem – doświadczyłem Dobra w jego istocie. Biblia przestała być już tylko kondensatem dobrych treści – stała się Słowem Bożym objawianym przez Ducha Świętego. W prawdzie i tu dosięgła mnie ręka ludzkiej sprawiedliwości. W to nowe życie wniosłem zaległy wyrok do odbycia. Jednakże Dobry Bóg kolejny raz okazał swoją dobroć. Nie zaparłem się Jezusa, nie zawstydziłem się i trafiłem do więzienia. W trakcie odbywania tego wyroku (tylko Dobroć Boża mogła to wyreżyserować) poznałem swojego biologicznego Brata, poprzez Niego poznałem całą resztę swojej rodziny. A gdy mój Brat Sławek poznał Dobro w Jezusie i uwierzył Jemu, nawrócił się – ja wyznałem „Panie! Już wiem, dla jakiej chwili tu przyszedłem!” W nieoczekiwany sposób otrzymałem Akt Łaski od prezydenta Lecha Wałęsy i wyszedłem przed czasem z więzienia.

To już ponad 25 lat dostaję i doświadczam wspaniałej Dobroci Bożej w Jezusie Chrystusie. Bóg w moim życiu uczynił daleko więcej niż te parę słów powyżej. Kilkanaście lat temu spisałem jak doszło do spotkania z Żywym Bogiem, – jeżeli chcesz o tym przeczytać zapraszam:

http://slupsk.misjawiezienna.pl/Misja_Wiezienna/Historie/Wpisy/2009/9/29_Boze_pomoz.html

Kalinowski Adam

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe